Kiedyś w zamierzchłych czasach kiedy to jeszcze sklepy internetowe były w zupełnych powijakach, można powiedzieć, że miały tetrowe pieluchy. A zatem w takich właśnie czasach kiedy pod pojęciem aplikacje www rozumiało się nic. To znaczy nic się nie rozumiało, bo takie wyrażenie jeszcze nie funkcjonowało, to w takim właśnie świecie, bez komputerów, monitorów i internetu pojawił się prorok. Miał na sobie szaty ze światłowodów. We włosy miał wplecione limity transferu danych, na nogach nosił kopię bezpieczeństwa, a na plecach miał spakowane w plecaku serwery www. Przemierzał naszą krainę niczym zabłąkany e-mail. Chodził od chaty do chaty jak od serwera do serwera. Pukał znaczy klikał do każdej bazy danych, ale nie było mu dane wejść. Ciężkie było jego życie w pierwszych dniach po sformatowaniu. Ale, że był twardzielem HDD 250 MB 7200 obrotów na minutę, to jakoś się rozkręcił. Jego głowica zaczęła pracować niezwykle precyzyjnie. Z niezrównaną szybkością serwował nam kolejne porcje danych. Tylko od czasu do czasu mówił, że ma wodę w kolanie, albo że musi sformatować dyski, bo my coś wypadają. Słuchaliśmy go z przejęciem, zwłaszcza, kiedy pojawiała się rejestracja domen byliśmy jakby na TOP10. Otwierały się przed nami niczym nie ograniczone obszary cybernetycznego wszechświata. Ogarniała nas euforia jak podczas udanego połączenia przez modem tepsa ppp, ppp. Pitu pitu i w końcu zaskoczył ... cdn ...