Jako zupełny lajkonik w sprawach informatyki stanąłem ostatnio przed nie lada zadaniem. Przyszedł do mnie boss. Ale nie taki ładny, wygolony jak z reklamy, ale nasz Stary - szef znaczy się. Wypiął ten swój gruby brzuchol, wybałuszył gały i powiada w właściwym dla siebie przekąsem. - Panie Nieszczególny trzeba by rozeznać usługi hostingowe jakie oferuje otwarty niedawno sklep w naszym biurowcu. Chciałem mu powiedzieć, że to nie sklep, ani tym bardziej spółdzielnia, ale co się będę z bossem sprzeczał, jeszcze puści mnie na bosaka. Więc posłusznie pokiwałem głową i powiedziałem, że z największą przyjemnością zajmę się tym niezwykle interesującym informatycznym tematem, ponieważ od kilku dni zacząłem zastanawiać się, co to za sklep otworzyli w naszym biurowcu. Umiem czasem zagrać va-bank. Wieczorem tego samego dnia poczytałem kilka poradników, wziąłem do ręki nawet encyklopedię, żeby sprawdzić jak się je te serwery wirtualne i www w czym to się je. Jakoś to było. Rano ubrałem na siebie twarde dyski, na szyję założyłem taśmę sygnałową od napędu DVD a na nogi zamiast wrotek wzułem wentylatory od procesora. Tak uzbrojony poszedłem do sklepu na rogu, aby rozpoznać ich hosting, serwery, sery i transfery. Wchodzę CI ja i od lady klient do mnie nawija. Nic nie skumałem, ale za to powiedziałem dziękuję. A on na to, że wszystko już wie ma bardzo intuicyjną sklepy internetowe. Szczęściarz. I co takiemu zrobisz.
...